Emerytem policyjnym jest funkcjonariusz zwolniony ze służby w Policji, Urzędzie Ochrony Państwa, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, Służbie Wywiadu Wojskowego, Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, Straży Granicznej, Straży Marszałkowskiej, Biurze Ochrony Rządu, Służbie Ochrony Państwa, Państwowej Straży Pożarnej, Służbie
3. gen. bryg. Piotra Pytla – szefa SKW. SKW wszczęła wobec gen. bryg. Piotra Pytla w 2016 roku kontrolne postępowanie sprawdzające, które zakończyła decyzją o cofnięciu poświadczenia bezpieczeństwa. 4. płk. Krzysztofa Duszy – dyrektora Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO oraz wiceszefa SKW. SKW wszczęła wobec płk.
Hasło krzyżówkowe „żołnierz z jednostki specjalnej” w leksykonie krzyżówkowym. W naszym leksykonie szaradzisty dla wyrażenia żołnierz z jednostki specjalnej znajduje się tylko 1 definicja do krzyżówek. Definicje te zostały podzielone na 1 grupę znaczeniową.
Obserwuj nas w Wiadomościach Google. Były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Paweł Wojtunik w sobotnim programie "Fakty po Faktach" skierował kilka pytań do Mariusza Kamińskiego
Translations in context of "zjawił się funkcjonariusz" in Polish-English from Reverso Context: Ktokolwiek to był, nie było już go, gdy zjawił się funkcjonariusz.
patrolowiec » żołnierz lub funkcjonariusz policji wchodzący w skład patrolu. patrolowiec » wojskowość. patrolowiec » kanonierka. patrolowiec » okręt wojenny do funkcji strażniczej. patrolowiec » samolot lub okręt obserwacyjny. patrolowiec » definicje potoczne. patrolowiec » żołnierz wchodzący w skład patrolu
. *W tym roku SKW obchodzi 15-lecie powstania. Zaprosi Pan na obchody wszystkich byłych szefów? W ubiegłym roku obchodziliśmy setną rocznicę utworzenia kontrwywiadu Wojska Polskiego. Niestety jej obchody uniemożliwiła pandemia koronawirusa. Zapewne z tego samego powodu nie uda się więc uczcić 15-lecia SKW tak, aby w pełni docenić wkład wszystkich funkcjonariuszy, żołnierzy i pracowników SKW w budowanie osłony kontrwywiadowczej polskiej armii. Udział w tym święcie mają również byli szefowie tej Służby. O ile pozwolą na to obostrzenia pandemiczne, chciałbym zorganizować wspólne, uroczyste spotkanie z ich udziałem. Bardzo zależy mi na budowaniu stabilności Służby, którą kieruję. Przecież w SKW służą funkcjonariusze, którzy współpracowali z wszystkimi dotychczasowymi szefami. Zawszę będę dbał o dobre imię Służby, bez względu na to, w jakim miejscu zawodowo się znajdę. Wywiad ten to również okazja, by publicznie podziękować wszystkim osobom, z którymi współpracowałem i współpracuję, służąc Ojczyźnie. *Czy więc gen. Janusz Nosek i gen. Piotr Pytel, na których ciążą zarzuty związane ze współpracą SKW z rosyjską FSB, również mogą spodziewać się zaproszenia na uroczyste spotkanie? Zastanowię się nad tym, ponieważ ta sprawa jest skomplikowana. *Co Pan ma na myśli? Postępowania przeciwko generałom trwają. Nie chciałbym więc wypowiadać się na ten temat. Tym bardziej że to nie ja składałem zawiadomienia w tych sprawach. Czasami jest jednak tak, że szef instytucji nie ma wyjścia i na podstawie otrzymanego materiału musi powiadomić organy ścigania. Podgrzewanie takich spraw przez media na pewno nie pomaga. Uważam, że wokół służb kontrwywiadowczych i wywiadowczych powinna panować cisza i jak najmniej emocji. Działania kontrwywiadu i wywiadu mają charakter długofalowy i często operacje zaczynają się i kończą pod kierownictwem różnych przełożonych. *Nie wierzę jednak, że nie zapoznawał się Pan z materiałami, na podstawie których prokuratura postawiła dwóm byłym szefom SKW tak poważne zarzuty karne. Zapoznawałem się z częścią dokumentacji w tej sprawie, zawartej w korespondencji między SKW a prokuraturami i sądem. Nie chciałbym jednak tego oceniać. Te sprawy dla dobra Służby powinny się jak najszybciej zakończyć. *Jaką jednak wiarygodnością w oczach sojuszników z NATO cieszy się SKW, skoro byli szefowie tej służby mieli – według prokuratury – utrzymywać wątpliwe relacje z przedstawicielami FSB? Mamy bardzo dobrą współpracę ze służbami państw NATO. Najlepszym tego przykładem jest Afganistan, gdzie we wrześniu kończymy swoją misję. Po jej zakończeniu planuję podzielić się publicznie informacjami o osiągniętych tam sukcesach SKW, bo naprawdę mamy czym się chwalić Świadomie nie chciałem robić tego wcześniej ze względu na bezpieczeństwo polskich żołnierzy oraz naszych sojuszników. *Czy jednak przedstawiciele naszych sojuszników z NATO naprawdę nie pytali o zarzuty postawione byłym szefom SKW? Tak, były takie pytania. Dlatego poinformowałem swoich odpowiedników z krajów sojuszniczych, z którymi mamy bardzo dobrą i bliską współpracę, że SKW nie identyfikuje z tego powodu zagrożeń. Obecnie swoją rolę do wykonania ma wymiar sprawiedliwości. Czekamy więc cierpliwie na ocenę tej sprawy. *Wszystko zaczęło się od nocnego wejścia do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO. Według Sądu Okręgowego w Warszawie, ta operacja nie powinna mieć miejsca. Czy gdyby Pan miał o tym zdecydować, dałby Pan na to także zielone światło? Sprawę wyjaśnia prokuratura i sąd. W grudniu 2015 roku ówczesny szef SKW Piotr Bączek i minister obrony narodowej Antoni Macierewicz nie mieli wyjścia, musieli podjąć działania. Mam inny styl pracy, więc być może inaczej bym to wszystko przeprowadził, ale decyzja była słuszna. CEK od początku był wspierany kadrowo i organizacyjnie przez SKW i MON, ale również, choć w mniejszym stopniu, przez partnerów zagranicznych. Dlatego pomysł odchodzącego kierownictwa Służby (gen. Piotra Pytla i jego współpracowników – przyp. red.), że po zmianie władzy będzie można funkcjonować w Centrum w oderwaniu od SKW i MON, do dziś jest dla mnie niezrozumiały. Próbę schronienia się tych osób w CEK traktuję jako porzucenie Służby. Występują one dziś w charakterze medialnych ekspertów pouczających, jak powinny pracować służby specjalne. *Na czym miało polegać to porzucenie służby przez gen. Pytla i jego współpracowników? Nie wyobrażam sobie, aby jako szef SKW nie być na posterunku do końca, nawet jeśli nowy minister obrony narodowej nie będzie życzył sobie dalszej współpracy ze mną. Wówczas odejdę, przekazując obowiązki nowemu szefowi Służby. Tak w mojej ocenie powinien zachować się każdy oficer służb specjalnych. Przecież nie można tak nagle pozostawić toczących się spraw i podwładnych. Nie rozumiem takiego zachowania. Oni próbowali uciec do instytucji, której faktycznie jeszcze nie było! *Jaki więc był status CEK-u w grudniu 2015 roku? CEK NATO został założony przez Polskę i Słowację. Wydarzenia z grudnia 2015 roku miały miejsce półtora roku przed uzyskaniem przez Centrum akredytacji Sojuszu. Poprzedził ją wielomiesięczny proces przygotowań formalno-prawnych, a następnie organizacyjnych. Osoby, które pod koniec 2015 roku pracowały przy tej koncepcji – na czele z pełnomocnikiem MON ds. utworzenia CEK – de facto dopiero rozpoczęły przygotowania do jego uruchomienia. Centrum nie miało wówczas nawet swojej siedziby, zajmując pomieszczenia użyczone przez SKW. Dopiero 22 lutego 2017 roku CEK – po otrzymaniu akredytacji Sojuszu – stał się 24. centrum eksperckim NATO z siedzibą w Krakowie. Od tego momentu możemy mówić o początku jego merytorycznej działalności. *Niektóre media wskazywały jednak, że CEK NATO faktycznie nie działa. Jak Pan komentuje takie zarzuty? CEK jako ośrodek ekspercki ma charakter unikatowy, a jego znaczenie w NATO cały czas rośnie. Świadczy o tym fakt, że nowe państwa angażują się w jego funkcjonowanie. W styczniu 2019 roku do CEK-u przystąpiły Stany Zjednoczone, a jeden z amerykańskich oficerów objął w nim bardzo ważne stanowisko. Zresztą o istotnej roli Centrum świadczy fakt, że to właśnie tam, w Krakowie, powstał dokument opisujący procedury kontrwywiadowcze NATO. To swoista instrukcja działań Sojuszu, która po ratyfikacji zaczęła być wdrażana przez państwa członkowskie. Obecnie do najważniejszych działań CEK należy prowadzenie szkoleń dla krajów NATO w zakresie kontrwywiadu. Są one realizowane poprzez mobilne zespoły treningowe. Więcej o szczegółach działalności Centrum mówić nie mogę. Chciałbym jednak, aby w niedalekiej przyszłości w porozumieniu z kierownictwem CEK zaprosić do Centrum dziennikarzy, by przedstawić im zadania tej bardzo ważnej agendy Sojuszu. Ze zdziwieniem odbieram medialne wypowiedzi byłych szefów służb, którzy komentują – często w sposób ambicjonalny – sytuację w służbach i ich bieżące działania, w tym współpracę zagraniczną. Takie wypowiedzi są szczegółowo analizowane przez obce wywiady, stają się również źródłem niepokoju wewnątrz służb, wyzwalając atmosferę niepewności i podejrzliwości. *Sprawa wejścia do CEK NATO z grudnia 2015 roku budzi jednak cały czas wiele emocji… Faktycznie, toczą się sprawy o przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy wykonujących wówczas czynności. Byli wysocy rangą oficerowie wytaczają procesy o zaginięcie rzeczy prywatnych, takich jak odzież czy biżuteria. Naprawdę trudno mi to komentować. W mojej ocenie było to wyolbrzymione przez media wydarzenie, szczególnie biorąc pod uwagę, jak istotną rolę w NATO odgrywa obecnie Centrum. *Jednak wojskowa prokuratura w związku z CEK NATO postawiła gen. Piotrowi Pytlowi i płk. Krzysztofowi Duszy zarzuty przekroczenia uprawnień i złamania przepisów ustawy o ochronie informacji niejawnych. Warszawski Sąd Okręgowy umorzył sprawę przeciwko nim, a sąd administracyjny ostatecznie zwrócił płk. Duszy dostęp do informacji niejawnych. Był Pan zaskoczony? W historii mieliśmy wiele razy sytuację, gdy odbierano poświadczenia bezpieczeństwa wysokim rangą oficerom, a potem postępowania zarówno na poziomie odwoławczym w KPRM, jak i sądowym kończyły się różnie. Zgodnie z ustawą o ochronie informacji niejawnych jest tak, że po roku od odebrania poświadczenia bezpieczeństwa można ponownie ubiegać się o jego wydanie, jeśli ustały przesłanki decydujące o jego wcześniejszym odebraniu. Przypomnę tylko, że decyzję ówczesnego szefa SKW w sprawie płk. Duszy podtrzymała KPRM. Wyroków sądu nigdy nie komentuję. *Stanowisko szefa SKW objął Pan w styczniu 2018 roku. Dlaczego zdecydował się Pan na poważne zmiany personalne w tej służbie, wymieniając aż kilkuset funkcjonariuszy? Proszę pamiętać, że przyszedłem do SKW, nigdy tego nie planując. Na to stanowisko powołał mnie pan premier Mateusz Morawiecki, po objęciu teki ministra obrony narodowej przez pana Mariusza Błaszczaka, który złożył mi wcześniej taką propozycję. Od początku moją misją jako szefa SKW była i jest profesjonalizacja Służby tak, aby mogła sprostać wyzwaniom współczesnego świata, jak powszechna cyfryzacja i gwałtowny rozwój technologii. Nowoczesne narzędzia są na dużą skalę wykorzystywane przez służby specjalne zarówno państw, których interesy nie są zbieżne z polskimi, jak i naszych sojuszników. Dzisiaj mogę powiedzie, że my również jesteśmy w ich posiadaniu. Co do kwestii personalnych, to nigdy nie dzieliłem funkcjonariuszy SKW na żadne grupy związane z tym, czy innym szefem lub tych mających przeszłość w WSI lub też nie. Dla mnie od początku liczy się zaangażowanie w pracę merytoryczną. Chcę mieć w Służbie dobrze wykształconych ludzi, posiadających unikalne zdolności. Ponadto, stabilizacja w służbach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa ma fundamentalne znaczenie szczególnie w sytuacji rosnącego napięcia w naszym otoczeniu międzynarodowym, zwłaszcza na Wschodzie. *Jednak zmiany personalne były bardzo poważne. Na ile były związane z penetracją SKW przez obce służby lub grupy interesów zarabiających krocie na kontraktach dla armii? Pożegnaliśmy ze Służby kilka osób, które weszły w konflikt z prawem. Dotyczył on zarówno niewłaściwego wydatkowania środków służbowych czy przekroczenia uprawnień, jak i – co się niestety zdarza – wynoszenia ze Służby informacji. Od początku zapowiadałem, że takie sytuacje będę zwalczał z całą surowością. Funkcjonariusz, który naraża na szwank powodzenie operacji oraz życie i zdrowie swoich kolegów, dopuszcza się zdrady. Takie zachowanie jest najgorszym przestępstwem. Nie może być wybaczone. *Po objęciu przez Pana sterów SKW wskazywano wręcz na desant do tej służby pracowników CBA, w którym Pan wcześniej służył. Z czego to wynikało? W służbach jestem niemal „od dziecka”. W wieku 19 lat wstąpiłem do UOP, potem kontynuowałem służbę w ABW, a następnie 9 lat spędziłem w CBA. W tym czasie zajmowałem różne stanowiska kierownicze, poznałem wielu kompetentnych ludzi z różnych służb. Co najwyżej kilkanaście z ich zaprosiłem do współpracy w SKW. Priorytetem dla ministra Błaszczaka jest uczynienie polskiej armii wolnej od korupcji. Dlatego głównym zadaniem, jakie postawił przede mną, jest dopilnowanie procesów modernizacyjnych Sił Zbrojnych i kontrolowanie wydatkowanych na ten cel środków. SKW – oprócz działań kontrwywiadowczych – ma w swoich kompetencjach również ochronę interesu ekonomicznego polskiej armii. Dlatego istotna część aktywności Służby, zwłaszcza w zakresie zamówień, wiąże się ze zwalczaniem korupcji. Uwikłanie żołnierzy w sytuacje korupcyjne może mieć wpływ na ich postawę w warunkach bezpośredniego zagrożenia militarnego. Osłabia także potencjał techniczny i technologiczny armii. Zarówno szpiegostwo, jak i korupcja mogą wiązać się ze sobą. To bardzo poważne zagrożenia, które mogą wynikać z realizacji interesów obcych państw lub podmiotów gospodarczych realizujących interesy tychże krajów. *Na ile więc polska armia jest skorumpowana? Zapewniam, że polska armia nie jest skorumpowana. Jednak faktycznie problemem generującym zagrożenia o charakterze korupcyjnym są nieformalne relacje pomiędzy byłymi żołnierzami i pracownikami wojska a osobami, które obecnie pełnią służbę w strukturach odpowiedzialnych za szeroko rozumiane zamówienia dla Sił Zbrojnych, podejmując w tym obszarze decyzje. Dlatego spotykamy się z ujawnieniem informacji uzyskanej w związku z wykonywaną funkcją. Nie zawsze są to dane niejawne, ale zawsze bardzo istotne dla wojska. *W ostatnich kilku latach w polskiej armii doszło do zaskakujących dymisji, także na tych najwyższych szczeblach. Ze stanowiska odszedł na przykład Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Czy było to związane z działaniami SKW? Nie chciałbym w żaden sposób wypowiadać się na temat byłego już dziś Szefa Sztabu Generalnego. Faktem jest, że odszedł ze służby. Faktem jest również, że SKW prowadzi intensywnie bardzo wiele spraw. Część z nich w formie zawiadomień trafiło już do prokuratury. Dotyczyły one przekazywania osobom trzecim istotnych informacji związanych np. z modernizacją Sił Zbrojnych. *Ile takich zawiadomień trafiło do prokuratury od momentu objęcia przez Pana fotela szefa SKW? Szczegółowe informacje na ten temat co roku umieszczamy w naszym sprawozdaniu z działalności, które trafia do ministra obrony narodowej i sejmowej komisji ds. służb specjalnych. Raporty te są jednak niejawne. Mogę powiedzieć, że takich zawiadomień – wskazujących na ujawnienie tajemnicy, noszących znamiona korupcji – do prokuratur w całej Polsce trafiło kilkadziesiąt. Rocznie kierujemy ich blisko 20. Niektóre z tych spraw są bardzo obszerne. Każda z nich, mimo że może być oceniona jako sukces, faktycznie nim nie jest. Chciałbym, abyśmy mieli ich jak najmniej. *GROM czy FORMOZA to elitarne jednostki specjalne, o których działaniach SKW informowało prokuraturę. Do jak poważnych patologii tam dochodziło? Jednostki specjalne są naszą narodową chlubą. Spełniają bardzo ważną rolę w systemie wojskowym. Proszę pamiętać, że żołnierze często przez wiele lat muszą ciężko pracować, aby przejść mordercze selekcje, pozwalające im stać się członkami tych elitarnych jednostek. Nie mogę mówić o szczegółach działań SKW, ale mamy obowiązek informowania o wszystkich działaniach niezgodnych z prawem bez względu na to, kogo dotyczą. Właśnie takiej pryncypialności oczekuje od Służby minister obrony narodowej. *Największe programy zbrojeniowe polskiej armii, „Wisła”, to dziesiątki miliardów złotych. Jak SKW ocenia ich realizację? Ocena realizacji programów zbrojeniowych nie jest zadaniem SKW. My koncentrujemy się na rozpoznawaniu i neutralizacji zagrożeń dla ich realizacji. Jeśli stwierdzimy nieprawidłowości, wówczas oceniamy, na ile są to świadome działania wynikające na przykład z działalności lobbystów lub obcych służb specjalnych. Nie chciałbym wskazywać na konkretny program czy realizowany proces modernizacyjny, ale mogę powiedzie, że prowadzimy działania w tym zakresie. Są one opisane w niejawnych, rocznych sprawozdaniach z naszej działalności. Gdybym pracował w korporacji i rok do roku rozliczano by mnie z liczby podejmowanych działań, prowadzonych spraw, kontroli operacyjnych czy nowych źródeł informacji, to regularnie dostawałbym niezłe premie. Nawet rok 2020, gdy wydawało się, że w pandemii będziemy mieli utrudnione działania, mogę uznać za udany. Z dumą mogę powiedzieć, że dzięki zaangażowaniu i poświęceniu podległych mi funkcjonariuszy, żołnierzy i pracowników cywilnych, daliśmy radę. Pandemia zbytnio nie pokrzyżowała nam planów. Nasze działania zwolniły tylko przy pierwszej fali, w marcu zeszłego roku, gdy zamknięte było wszystko. Wtedy przestawiliśmy pracę na inne tory, przystosowując się do działań w nowych, trudnych warunkach. To o tyle ważne, że osłaniamy także trwający obecnie proces rozbudowy armii. Na wschodzie Polski, niedaleko granicy z Białorusią i Rosją, powstaje nowa dywizja. Obserwujemy w tym zakresie wzmożoną działalność obcych służb specjalnych. Nasi sąsiedzi ze Wschodu nie są zainteresowani, aby w sposób sprawny i szybki powstawały te nowe polskie jednostki. *Co jest więc większym problemem dla polskiej armii: korupcja czy szpiegostwo? Każdy żołnierz czy pracownik MON ulegający pokusie korupcji staje się wymarzonym celem dla obcego wywiadu. *Ilu więc obcych szpiegów w armii wykryła SKW w ostatnich trzech latach? Jako szef SKW złożyłem kilka zawiadomień do prokuratury w sprawie podejrzenia szpiegostwa. Publicznie mogę odnieść się tylko do przypadków, które zakończyły się wyrokami sądu. Na podstawie materiałów kierowanej przeze mnie Służby udało się doprowadzić do skazania w 2019 roku z art. 130 kk żołnierza, który wyraził gotowość do przekazywania informacji wywiadom dwóch obcych państw. Takich spraw nie jest jednak wiele. Wynika to z prawnego opisu przestępstwa szpiegostwa, którego obecne brzmienie w Kodeksie karnym dalece nie przystaje do współczesnych celów i metod działań wywiadowczych. *Dlaczego więc SKW lub MON nie złoży projektu nowelizacji artykułu 130 kk, który określa przestępstwo szpiegostwa? Kwestia nowelizacji tego przepisu jest od wielu lat dyskutowana w gronie służb specjalnych, prawników-karnistów, jak również na posiedzeniach sejmowej komisji ds. służb specjalnych. Jak dotąd nie doczekała się rozwiązania pomyślnego dla skutecznej ochrony interesów RP. O ile bowiem stosunkowo łatwo jest uprawdopodobnić prowadzenie szkodzącej Polsce działalności wywiadowczej, o tyle już wykazanie twardych dowodów, że robi to obcy wywiad, jest bardzo trudne. Dlatego służby, w tym także SKW, podejmują działania, które mają na celu maksymalne zawężenie możliwości pracy wywiadów innych krajów poprzez aktywną profilaktykę. Staramy się uświadamiać zagrożenie osobom, które mogą znaleźć się w zainteresowaniu obcych służb specjalnych. Dbamy też o dyscyplinę w Siłach Zbrojnych, narzucając ramy prawne polityki informacyjnej, co ma ograniczyć możliwość wypływu na zewnątrz informacji wrażliwych. *Sporo mówi się o działalności rosyjskich służb, a co z chińskimi? Na ile jest to poważny problem dla polskiej armii? SKW rozpoznaje i uczestniczy w zwalczaniu każdej działalności wywiadowczej, która szkodzi interesom RP. Nie miejmy złudzeń. Polska armia jest atrakcyjna dla obcych służb, bo prowadzi dynamiczną modernizację i rozbudowę struktur. Nasza wschodnia granica jest jednocześnie wschodnią granicą NATO. Na terenie Polski regularnie odbywają się ćwiczenia z udziałem naszych sojuszników. To naturalne pole do działań obcych służb specjalnych, a przecież lista naszych głównych przeciwników jest powszechnie znana. Wywiady obcych państw nie mają jednak w Polsce łatwo. Ciężko pracujemy, aby skutecznie neutralizować podejmowane przez nie działania. *Jak jednak SKW radzi sobie z neutralizacją tzw. agentów wpływu obcych państw, którzy do swoich celów wykorzystują media? SKW doprowadza do wydalania i wydawania zakazów wjazdu do Polski obywatelom innych krajów, którzy pod przykryciem działań dziennikarskich prowadzą aktywną dezinformację. Oczywiście aby skutecznie walczyć z takimi przypadkami, należy zmienić prawo, i nie jest to mankament wyłącznie polskich przepisów. Rozszerzenie definicji szpiegostwa jeszcze w tym roku zapowiadają władze Litwy. W Polsce przy obowiązującym art. 130 kk udowodnienie, że ktoś jest agentem wpływu, jest niezwykle trudne. Przypomnę jednak, że SKW jest przede wszystkim służbą informacyjną, co oznacza, że jej efektywność nie musi wyrażać się liczbą wykrytych szpiegów, ale liczbą zdobytych unikalnych informacji na temat występujących zagrożeń. Dzięki głębokiemu rozpoznaniu należycie wywiązujemy się z tego zadania, przesyłając decydentom regularne raporty. Mogę zapewnić, że zarówno MON, jak i polska armia są odporne na dezinformację. Czytaj w tygodniku „Gazeta Polska”. Tygodnik dostępny również w wygodnej prenumeracie cyfrowej. Źródło: Gazeta Polska
Słownik terminów bezpieczeństwa dla mediów Od wielu miesięcy ze względu na sytuację geopolityczną, afery podsłuchowe, destabilizację Ukrainy, zagrożenie terrorystyczne, w tym działalność terrorystów pod szyldami Al-Kaidy oraz tzw. państwa islamskiego, zagadnienie bezpieczeństwa ponownie jest częstym gościem w różnych mediach. Niestety równie często – zwłaszcza gdy tematem zajmują się dziennikarze niebranżowi – pojawiają się dość podstawowe błędy bądź fantazyjne nazwy i sformułowania, będące zapewne wynikiem niewiedzy i uproszczeń. Tym samym, bez żadnych złośliwości a z czystej troski pozwoliłem sobie na stworzenie może nie tyle słownika co zestawienia i rozróżnienia najczęściej mylonych pojęć, wraz z krótkim komentarzem. Owe uporządkowanie nomenklatury może się przydać nie tylko dziennikarzom, ale wszystkim zainteresowanym szeroko pojętym bezpieczeństwem. Instytucje i służby Osobiście najbardziej irytującym mnie błędem popełnianym przez zawodowych dziennikarzy jest przekręcanie nazw własnych, głównie w przypadku służb. Nie mamy może służb mało, ale nie jest ich też tyle co w USA, więc myślę, że przygotowując materiał wystarczy wykorzystać wyszukiwarkę, by znaleźć oficjalny serwis i rozwiać swoje wątpliwości. Najczęściej w nazwach własnych mylone są Straże ze Służbami. I tak, strażami z nazwy są Straż Graniczna, Straż Ochrony Kolei, (Państwowa / Ochotnicza) Straż Pożarna, (Państwowa) Straż Łowiecka, (Państwowa) Straż Rybacka, Straż Leśna, Straż Parku, Straż Gminna (uwaga: Straż Miejska to forma straży gminnej) oraz Straż Marszałkowska. Służb mamy zdecydowanie mniej: Służba Celna, Służba Więzienna, Służba Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służba Wywiadu Wojskowego. I jeszcze uwaga dot. polskiego FBI. Nie ma już Centralnego Biura Śledczego (Komendy Głównej Policji), jest Centralne Biuro Śledcze Policji; właściwy skrót to CBŚP a nie CBŚ. Funkcjonariusz, żołnierz, agent, szpieg? Kwestia nazewnictwa członków danej formacji także przysparza wielu problemów. Wydawałoby się np. że z zasady członkowie straży to strażnicy a wcale tak nie jest do końca. Poniżej zestawienie, z pominięciem pracowników obsługi. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego W ABW w służbie mamy funkcjonariuszy, mówienie czy pisanie o agentach ABW jest błędem. Poprawnym jest określanie pewnych działań ABW jako kontrwywiad cywilny. Agencja Wywiadu W wywiadzie cywilnym także mamy funkcjonariuszy. Pamiętajmy, że agent to osoba zwerbowana przez wywiad a prowadzi go oficer wywiadu. Głębokim nietaktem i błędem logicznym jest więc nazywanie funkcjonariuszy AW agentami… Nieprawdą jest także, że Agencja Wywiadu może prowadzić działania wyłącznie poza granicami RP. Biuro Ochrony Rządu W BOR służbę pełnią funkcjonariusze. Kiedyś BOR funkcjonowało jako Jednostka Wojskowa 1004, stąd mówiło się o żołnierzach BOR, jednakże w chwili obecnej to błąd. Centralne Biuro Antykorupcyjne W CBA mamy także wyłącznie funkcjonariuszy! Agent to nazwa jednego ze stanowisk w CBA, nie jest więc poprawnym nazywanie wszystkich agentami. Centralne Biuro Śledcze Policji Służbę w CBŚP pełnią policjanci i tak należy ich nazywać w swoich materiałach, ewentualnie jako funkcjonariuszy CBŚP. Inspekcja Transportu Drogowego Inspektorzy Kontrola Skarbowa W Urzędach Kontroli Skarbowej pracują inspektorzy i pracownicy kontroli skarbowej. Wszyscy są członkami korpusu Służby Cywilnej, jednak nie służą a pracują i nie są funkcjonariuszami. Państwowa Straż Łowiecka Strażnicy Państwowa Straż Rybacka Strażnicy Policja W Policji najbardziej popularne określenie to funkcjonariusze policji, bądź po prostu policjanci. Służba Celna W Służbie Celnej także mamy do czynienia z funkcjonariuszami, poprawne określenie to funkcjonariusze celni czy celnicy. Służba Kontrwywiadu Wojskowego Złożona sytuacja, gdyż służbę w SKW pełnią zarówno funkcjonariusze, jak i żołnierze. Jedni i drudzy w takich samych mundurach, wykonują podobne zadania. Najlepiej więc w danej sytuacji dopytać rzecznika prasowego, bądź użyć ogólnego sformułowania kontrwywiad wojskowy. Służba Więzienna W SW służbę pełnią funkcjonariusze, często ze względu na wykonywane zadania zwani strażnikami. Najlepiej jednak używać sformułowania funkcjonariusze Służby Więziennej. Służba Wywiadu Wojskowego Sytuacja zbieżna do Służby Kontrwywiadu Wojskowego: funkcjonariusze i żołnierze. Straż Gminna Jak wspominałem, straże miejskie to tak naprawdę straże gminne a członkowie to strażnicy. Straż Graniczna W Straży Granicznej mamy funkcjonariuszy. Żołnierzami byli za czasów Wojsk Ochrony Pogranicza. Funkcjonariuszy Straży Granicznej śmiało można określać jako strażnicy graniczni czy pogranicznicy. Straż Leśna Strażnicy Straż Marszałkowska Strażnicy Straż Ochrony Kolei Funkcjonariusze Straż Parku Funkcjonariusze Straż Pożarna (Państwowa / Ochotnicza) Strażacy Żandarmeria Wojskowa Służę w ŻW pełnią żołnierze, śmiało można ich określać żandarmami (bez: wojskowymi) czy policjantami wojskowymi. Stopnie, skróty, stanowiska Bardzo często w podpisach wypowiadających się w telewizji funkcjonariuszy pojawia się jeden błąd dot. skrótu od „sztabowy”. Poprawną formą jest „sztab.” a nie „szt.”, ta druga wersja to skrót od „sztuka”… Nie obrażajmy tych, którzy się dla nas wypowiadają. Pamiętajmy: sierż. sztab, asp. sztab. czy chor. sztab., nigdy sierż. szt. Co do stopni, niestety drogie Panie, wszystkie mają formę męską. Czy to szeregowy, posterunkowy, sierżant, chorąży czy kapitan, przed żeńskimi nazwiskami zawsze poprawnie będą w tej formie: szeregowy Kowalska czy chorąży Potocka. Podobna sytuacja jest ze stanowiskami, niezależnie od płci, zawsze będzie to naczelnik, rzecznik, komendant, dowódca. Mylone bywają także skróty od stopni kapral (kpr.) oraz kapitan (kpt.). Na koniec akapitu pytanie retoryczne: rzecznicy prasowi są rzecznikami jednostek organizacyjnych czy swoich szefów? To czemu czasem widzę podpis albo słyszę, np.: rzecznik policji…? I jeszcze błąd, który przydarzył się ostatnio nawet pani premier. Forma „minister MON” nie jest zbyt właściwa, lepiej napisać „minister ON” lub powiedzieć „minister obrony narodowej”. Komandosi Komandosi to najczęściej nadużywane słowo wobec każdego zamaskowanego funkcjonariusza publicznego. Nie każdy kto ma kominiarkę, kamizelkę kuloodporną czy długą broń to komandos. I nie każdy nawet chce by tak o nim mówiono czy pisano. Komandosami przede wszystkim możemy nazywać żołnierzy naszych Wojsk Specjalnych. Forma ta, nawet nie specjalnie pasuje do policyjnych antyterrorystów. Najbezpieczniejszym określeniem na członków czy to wojskowych czy policyjnych pododdziałów specjalnych jest operator. Pamiętajmy jednak, iż operatorzy to członkowie zespołów bojowych. Unormowano także nazewnictwo w Wojskach Specjalnych: JW GROM, JW Formoza, JW Komandosów, JW Agat, JW NIL (JW – Jednostka Wojskowa; skrótowo można: GROM, Formoza, Agat, NIL). Niedopuszczalne jest stosowanie innych form co do nazwy. Są to owszem jednostki specjalne i jest właściwe użycie tego zwrotu w opisie jednostki ale nie w nazwie. Na wojskowych operatorów mówi się także specjalsi. Kolejnym widocznym problemem jest kwestia nazywania grup bojowych biorących udział w akcji, tu fantazja komentujących sięga czasem zenitu. Najbezpieczniejszym słowem jest chyba pododdział. W przypadku policji sprawa jest prosta. Centralną policyjną jednostką antyterrorystyczną jest Biuro Operacji Antyterrorystycznych (Komendy Głównej Policji), skrót BOA. W terenie, na poziomie województw mamy Samodzielne Pododdziały Antyterrorystyczne Policji, skrót SPAP lub SPAT oraz Sekcje Antyterrorystyczne, skrót SAT. Najbezpieczniej używać form: policyjni antyterroryści czy pododdział antyterrorystyczny. Wszelkie pomysły typu grupa specjalna czy policyjni komandosi nie są najlepsze. Formy jednostki specjalne możemy użyć do w/w jednostek oraz do jednostki antyterrorystycznej ABW, pozostałe jednostki typu Wydziały Realizacyjne Policji, Straży Granicznej, Kontroli Skarbowej, itp. proponuję opisywać jako jednostki taktyczne. Służby specjalne Służby specjalne to te służby, które ustawowo są uprawnione do prowadzenia czynności operacyjno-rozpoznawczych. Zaliczamy do nich ABW, Agencję Wywiadu, Służbę Wywiadu Wojskowego, Służbę Kontrwywiadu Wojskowego i Centralne Biuro Antykorupcyjne. To ustawowy zakres działań określa te służby jako służby specjalne a nie noszone kominiarki czy wejścia o 6:00 rano. Uprawnienia operacyjno-rozpoznawcze posiadają także Wywiad Skarbowy oraz wydzielone komórki Żandarmerii Wojskowej, nie są jednak one traktowane jako służby specjalne. Ochrona informacji niejawnych W aspekcie tematu ochrony informacji niejawnych, najczęściej popełniany jest jeden błąd, mylona jest nazwa uprawnienia dostępu do informacji niejawnej. Osoba uprawniona do takiego dostępu otrzymuje poświadczenie bezpieczeństwa a podmiot certyfikat, nigdy odwrotnie. No i nie istnieje już pojęcie tajemnicy państwowej. Terroryzm W tematyce terroryzmu przede wszystkim nie rozróżniane są w mediach pojęcia wzięcia zakładnika a porwanie. Nie będę się rozpisywał, naprawdę wystarczy wziąć to na logikę. Co jednak boli to nieświadome legalizowanie przez media bytu tzw. państwa islamskiego. Mój apel: Szanowni dziennikarze, nie piszcie „Państwo Islamskie” a „tzw. państwo islamskie„.
PGZ, czyli państwowa firma zbrojeniowa, która miała przenieść polskie wojsko na wyższy poziom nowoczesności, stała się dostarczycielem stanowisk dla ludzi bliskich Antoniemu Macierewiczowi. Bywa, że skompromitowanych, jak Krzysztof Badeja. Wiadomość o zatrudnieniu pułkownika Krzysztofa Badei w biurze odpowiadającym za bezpieczeństwo Polskiej Grupy Zbrojeniowej była z gatunku bombowych. Poruszyła nie tylko jego znajomych z wojskowego kontrwywiadu, ale i posłów opozycji z byłym szefem MON Tomaszem Siemoniakiem na czele. W wysłanym do Antoniego Macierewicza zapytaniu poselskim poprosił o wyjaśnienie, jak to się stało, że taka osoba jak płk Badeja znalazła zatrudnienie w PGZ, kto go rekomendował i czy dostał dostęp do tajemnic? Pytania jak najbardziej zasadne, biorąc pod uwagę fakty, o których przypomina Siemoniak: „żołnierz ten podczas wykonywania w Polskim Kontyngencie Wojskowym Afganistan czynności służbowych z ramienia Służby Kontrwywiadu Wojskowego doprowadził się do stanu upojenia alkoholowego”. Z tego powodu „został w trybie natychmiastowym relegowany z teatru działań”, a „problemy z nadużywaniem alkoholu dotknęły tego oficera także podczas służby w PKW Irak”. Były szef MON dotąd nie dostał odpowiedzi na swój list. – Obecność Badei w PGZ jest niesłychanie demoralizująca, przede wszystkim dla służb. Bo pokazuje dobitnie: nieważne, że się skompromitował, ważne, że wiedział, z kim trzymać – komentuje Siemoniak. Badeja, jako były oficer peerelowskiej Wojskowej Służby Wewnętrznej, a zarazem jeden ze współtwórców słynnego raportu o działalności Wojskowych Służb Informacyjnych, wiedział to od dawna. Sami swoi Zatrzymajmy się na chwilę przy samej PGZ. To konglomerat ponad 60 spółek zależnych, zatrudniających 17,5 tys. osób, i mającej ponad 5 mld zł rocznego obrotu. PiS po przejęciu władzy uczynił ze spółki kluczowy element strategii dotyczącej obronności. Nadzór nad nią już na początku rządów Beaty Szydło przeszedł z Ministerstwa Skarbu do Ministerstwa Obrony. – PGZ miała przejąć większość zamówień wojskowych, bo rząd stwierdził, że są tak ważne, iż trzeba je skupić w rękach państwa, rezygnując z prywatnych – tłumaczy Marek Świerczyński, analityk ds. bezpieczeństwa POLITYKI INSIGHT. MON miało więc de facto zamawiać u siebie i dostarczać bojowe drony, samochody terenowe, autobusy, ale też paląco potrzebny wojsku system zarządzania polem walki (BMS). Do tej pory nic z tego nie wyszło. Za to na innym polu – zatrudniania ludzi związanych z Macierewiczem – spółka odnosi same sukcesy. Może z wyjątkiem Bartłomieja Misiewicza, który po tym, jak wiosną załamała się jego kariera w MON, próbował znaleźć bezpieczną przystań właśnie w PGZ. Jego praca na stanowisku pełnomocnika zarządu do spraw komunikacji trwała tylko trzy dni. Gdy sprawa, a przede wszystkim sięgająca 50 tys. zł pensja, stała się głośna, Misiewicz odszedł z PGZ, a dzień później także z PiS. Dziś w zarządzie firmy znajdziemy Macieja Lwa-Mirskiego, który obok swego ojca Andrzeja jest jednym z najbardziej zaufanych prawników szefa MON. Mirski junior 10 lat temu zasiadał w komisji weryfikacyjnej WSI, brał też udział w głośnym wtargnięciu do siedziby CEK NATO w grudniu 2015 r. Wiceszefową rady nadzorczej jest mecenas Konstancja Puławska, córka innego z „zaufanych” – adwokata Waldemara Puławskiego, kolejnego człowieka Macierewicza z przeszłością w peerelowskim aparacie represji (pod koniec lat 80. kierował Prokuraturą Rejonową Warszawa Praga Południe), który dziś z jego nadania, jako zastępca prokuratora generalnego, nadzoruje wojskowy pion prokuratury. Niedawno do PGZ trafił też Robert Gut. Prosto ze Służby Kontrwywiadu Wojskowego, gdzie na stanowisko dyrektora biura administracyjnego ściągnął go Piotr Bączek. W Grupie pracuje też inny niedawny funkcjonariusz kontrwywiadu Piotr Brzeziński, który w 2007 r., tuż przed przejęciem rządów przez PO jako zastępca naczelnika Biura Ewidencji i Archiwum SKW, miał wydać polecenie dokonania tzw. sprawdzeń w bazie danych służby, a także dopuścił do wniesienia do archiwum SKW sprzętu komputerowego, na który skopiowano tajne dane. Zdaniem prokuratury w obu przypadkach naruszył prawo. Śledczy postawili mu zarzut działania na szkodę interesu publicznego – jednak w 2012 r. nagle zrezygnowali z oskarżenia i umorzyli śledztwo, nie dopatrując się przestępstwa. Jednak w tym towarzystwie nie ma chyba nikogo, kto swoim życiorysem dorównałby Krzysztofowi Badei. Już samo to, że pierwsze lata wojskowej kariery spędził w Wojskowej Służbie Wewnętrznej, instytucji kontrwywiadowczej uznanej w ustawie o IPN i lustracyjnej za część aparatu bezpieczeństwa PRL, a przez polityków PiS za organizację niemal przestępczą, czyni go wyjątkowym. Niedawno pracę w prezydenckim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego stracił w trybie nagłym płk Czesław Juźwik, gdy „Gazeta Polska” napisała, że w latach 1983–90 był „oficerem komunistycznego kontrwywiadu wojskowego WSW”. Do tej samej WSW dwa lata po płk. Juźwiku wstąpił płk Krzysztof Badeja. Jednak „Gazeta Polska” o tym raczej nigdy nie napisze – Badeja to oficer zasłużony dla Macierewicza i Bączka, których pismo to od dawna wspiera. W dywizji telewizyjnej Służbę w WSW rozpoczął w połowie lat 80. od trwającego dziewięć miesięcy kursu kontrwywiadowczego w Centrum Szkolenia WSW im. Feliksa Dzierżyńskiego w Mińsku Mazowieckim. Miał wtedy 25 lat, był oficerem po toruńskiej szkole artylerii i aż do 2004 r. w jego zawodowym życiu nie działo się zbyt wiele. Niedługo po ukończeniu kursu trafił do wydziału kontrwywiadu odpowiedzialnego za ochronę nieistniejącej już 1. Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej w Legionowie, by w końcu zostać jej szefem. W PRL dywizja służyła za wizytówkę ludowej armii, do której w pierwszej kolejności trafiał nowy sprzęt. Była też obowiązkowym punktem programu podczas wizyt przedstawicieli bratnich armii i przywódców. Stąd zwana była jednostką telewizyjną. – To, ale i bliskość Warszawy sprawiały, że nie trafiał tam byle kto. Trzeba było mieć jakieś wsparcie – twierdzi oficer kontrwywiadu z wieloletnim stażem. Co było zadaniem oficera kontrwywiadu w takiej jednostce? – Większość spraw była prozaiczna: ktoś kradnie paliwo, ktoś kręci przy przetargach, coś wynosi ze stołówki, ale też pije albo zbyt hucznie się bawi nie tam, gdzie powinien – tłumaczy jeden z byłych oficerów z wydziału kontrwywiadu WSI w Legionowie. Jak mówią byli koledzy, szczególnie w tych ostatnich sprawach Badeja lubił dużo wiedzieć. Opisują go jako osobowość dość skomplikowaną i raczej niezbyt lubianą. – Był inteligentny i bystry, ale ze skłonnością do konfabulacji. – Lizusowski wobec przełożonych, bezwzględny dla podwładnych. Wielu się go bało, bo uchodził za nie do ruszenia – charakteryzuje były współpracownik Badei. Pnąc się po szczeblach kariery, Badeja zaliczył epizod w kolejnej instytucji, którą jego mocodawcy z PiS uważają za siedlisko zła: w 1990 r. skończył roczne studia w podległej MSW Akademii Spraw Wewnętrznych. Ale rozgłos w wojsku zdobył dopiero w 2004 r. Nie była to jednak ta popularność, na której mu zależało. Stan agonalny Latem 2004 r., w ramach III zmiany polskiego kontyngentu, wyjechał do Iraku. Został oficerem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo polskiej brygady (jednej z dwóch, obok ukraińskiej, tworzącej tzw. polską dywizję, czyli Wielonarodową Dywizję Centrum Południe). Czas w polskiej strefie był gorący, trzy miesiące wcześniej Irak opuścili wspierający nas Hiszpanie, trwało powstanie tzw. Armii Mahdiego, a polscy żołnierze dopiero stoczyli bitwę w obronie ratusza w Karbali. Mieście, w którym stacjonowało dowództwo brygady, o której bezpieczeństwo miał dbać Badeja. Jeden z oficerów służących wówczas w Iraku do dziś pamięta, że nawet jak na warunki wojskowe pułkownik zaliczył mocne wejście w misję: – Przyjechał w lipcu, by przejąć obowiązki od poprzednika. Przejmował tak, że po trzech dniach trzeba było wzywać pomoc lekarską. Trafił do polskiego szpitala w Karbali w stanie zapaści, odwodniony. Polscy medycy wiedząc, z kim mają do czynienia, woleli przerzucić problem dalej. – Wezwali amerykański MEDEVAC, czyli zespół ewakuacji medycznej, który zabrał go śmigłowcem do szpitala w Bagdadzie. Amerykanie postawili go tam na nogi i powiedzieli, że ma iść precz, bo oni tam zajmują się rannymi, a nie pijącymi. Badeja nie miał się gdzie podziać, kilka dni spędził w poczekalni i wydzwaniał do nas, błagając, by go stamtąd zabrać do bazy – wspomina nasz rozmówca. W tym czasie w sztabie polskiej dywizji zapadła decyzja o odesłaniu kłopotliwego oficera do Polski. Był już nawet przygotowany następca, który miał przylecieć z kraju i go zastąpić, ale nagle okazało się, że Badeja ma zostać. Wstawił się za nim ówczesny wiceszef WSI. Sprawie – jak mówią żołnierze – ukręcono łeb. Ledwie trzy miesiące później polski kontrwywiad w Karbali znów został postawiony na nogi z powodu Badei. – Odebrałem telefon z dowództwa polskiej brygady, że od trzech dni nie ma kontaktu z pułkownikiem. Czwartego dnia żołnierze wyważyli drzwi do jego pokoju i wtedy okazało się, że leży w łóżku bez kontaktu – opowiada oficer. W sztabie polskiej brygady zapanowała konsternacja, bo w tym samym pokoju Badeja trzymał tajne materiały, które trzeba było w trybie pilnym zabezpieczać. Tym razem wylądował w polskim szpitalu, z czego korzyść była taka, że gdy odzyskał świadomość i dowiedział się, co się stało, odłączył kroplówki, obsztorcował personel i wyszedł. Znów zapadła decyzja o rotacji i znów ją cofnięto po interwencji z centrali WSI w Warszawie. Nikt nie poniósł żadnych konsekwencji. Kolega Badei z Iraku: – Pił na zasadzie – pijemy, aż padniemy. Mam wrażenie, że w ogóle nie nadawał się do służby w misjach, bo źle znosił towarzyszący im stres. Na służbie u Antoniego Minęło 9 lat, po rządach PiS nastały rządy PO i Badeja znów wyjechał – już jako oficer SKW. Tym razem do Afganistanu w ramach XIII zmiany. I znów zaniemógł. Tym razem sprawa stała się publiczna. Media pisały o polskim oficerze kontrwywiadu, którego pijanego odnalazł amerykański patrol na terenie bazy w Ghazni. Miał nim być Badeja, który w rozmowie z dziennikarzami wszystkiemu zaprzeczył, mówiąc, że to bzdury i pomówienia. Szef SKW Janusz Nosek podjął jednak decyzję o natychmiastowym ściągnięciu go do kraju. Jeden z byłych członków kierownictwa SKW: – Zaginął na kilka dni, po czym został odnaleziony w ciężkim stanie i odwieziony do szpitala. Zażądaliśmy dokumentacji na ten temat, ale papiery gdzieś wcięło. Ludzie Macierewicza, którzy pozostali w SKW za rządów PO, zadbali o to, by się nie znalazły – twierdzi nasz rozmówca. Formalnie więc pułkownik znów był czysty. Nie tylko takie przygody zapewniły Krzysztofowi Badei sławę w armii. Cofnijmy się o kilka lat – do 2005 r., gdy PiS po raz pierwszy przejął władzę. To wtedy jego kariera nabrała gwałtownego przyspieszenia. W WSI nie ma jeszcze Macierewicza, szefem MON zostaje Radosław Sikorski, a służbami rządzi Zbigniew Wassermann. Zaczynają się pierwsze porządki. Na początku 2006 r. szefem Biura Bezpieczeństwa Wewnętrznego WSI zostaje płk Marek Kwasek, znajomy z tego samego kursu WSW w Mińsku, który ściąga Badeję do siebie. Dzięki temu zyskuje on dostęp do największych tajemnic służby – BBW to tak zwana bezpieka, policja w policji, która ma wykrywać przestępstwa i nadużycia wśród żołnierzy WSI. Jednak kilka miesięcy później kolejny zwrot – WSI idzie w stan likwidacji i do gmachu przy ul. Oczki wkracza nowa miotła, z Macierewiczem na czele. Wymiata promotora Badei. Ten jednak szybko odnajduje się w nowych realiach. Mimo grzechów przeszłości zostaje pozytywnie zweryfikowany, choć musiał na to długo czekać i ciężko zapracować – odpowiednie zaświadczenie dostał w czerwcu 2007 r., czyli po ponad roku, a dopiero we wrześniu, a więc tuż przed przejęciem władzy przez PO został wyznaczony na nowe stanowisko – do Zespołu Studiów i Analiz, którym kierował obecny szef SKW Piotr Bączek. W międzyczasie przed komisją weryfikacyjną chętnie opowiadał o sprawach prowadzonych przez WSI. Gdy pewien oficer dowiedział się, że to Badeja stał się jednym z przewodników nowej ekipy po tajemnicach służby, postanowił ostrzec Macierewicza. – Poszedłem do niego z moim przełożonym. Dwie godziny opowiadałem mu o tym, co robił Badeja w Iraku. Gdy skończyłem, Macierewicz stwierdził, że to wszystko nieprawda, a te wiadomości krążą po to, by zdyskredytować pana pułkownika – wspomina nasz rozmówca. – Badeja, ciesząc się znacznym zaufaniem nowego kierownictwa, był kimś w rodzaju komisarza do spraw wewnętrznych. Miał prawo żądać wszelkich dokumentów i prowadzić rozmowy z ludźmi. Uczestniczył również w konfrontacjach z oficerami WSI, które wtedy były przeprowadzane w celu ich weryfikacji. Kilku z nich powiedziało mi, że gdyby wtedy mieli giwerę pod ręką, nie zawahaliby się jej użyć. Znając mapę konfliktów w WSI, Badeja rozgrywał swoją partię u Macierewicza i Bączka – opowiada jeden z byłych wysokich rangą oficerów SKW. Oficjalnie nie wiadomo, jakie informacje o kolegach i sprawach prowadzonych przez WSI zbierał Badeja i co z nimi robił. Nieoficjalnie w kręgu byłych funkcjonariuszy wojskowych służb mówi się o obyczajowych hakach i wyimaginowanych aferach, które później zostały opisane w raporcie z działalności WSI. Badeja zaprzecza, że brał udział w jego powstawaniu, jednak zeznając przed prokuratorem prowadzącym śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez szefa komisji weryfikacyjnej Antoniego Macierewicza, przyznał, że pisał analizy na podstawie teczek z archiwum WSI, których fragmenty znalazły się później w raporcie. Sporządzał też na prośbę Bączka oceny innych oficerów WSI. Ostatnia szarża I na koniec, jeszcze jedna, dobrze charakteryzująca płk. Badeję historia. Po powrocie z misji, gdy sprawa jego niedyspozycji stała się na tyle głośna, że stanęła na posiedzeniu sejmowej komisji do spraw specsłużb, kolejny szef SKW gen. Piotr Pytel podjął decyzję o przeniesieniu oficera do rezerwy kadrowej MON. Wtedy Badeja podjął ostatnią szarżę. – Zaproponował Pytlowi, że może mu przekazać takie informacje o Antonim i byłym kierownictwie SKW, których jeszcze nikomu nie opowiedział – twierdzi były członek kierownictwa wojskowych służb. – Z tego, że Badeja trafił do PGZ, najbardziej powinny być zadowolone obce służby – uśmiecha się ważny niegdyś oficer WSI, który dobrze zna bohatera tej historii. – Ze swoimi cechami charakteru, czyli pyszałkowatością i słabością do mocniejszych napojów, jest stosunkowo łatwy do rozgryzienia. W służbach powiedzieliby: łatwo go strzelić w ucho. *** Próbowaliśmy skontaktować się z Krzysztofem Badeją. Gdy zadzwoniliśmy na jego komórkę, nie chciał się przedstawić, zaprzeczał, że to on, i się rozłączył. Nie odebrał więcej telefonu. Nie reaguje MON, zaś PGZ odmówiła odpowiedzi na pytania, zasłaniając się tajemnicą firmy. Sprostowanie W artykule pt. „Pan z Grupy”, zatytułowanym w spisie treści jako „Dziwna kariera pułkownika z Polskiej Grupy Zbrojeniowej” opublikowanym w Tygodniku „Polityka” w dniu 8 listopada 2017 r. autorstwa Grzegorza Rzeczkowskiego, zostały opublikowane następujące nieprawdziwe informacje: Nieprawdą jest, iż pan Krzysztof Badeja był zatrudniony w PGZ SA. Pan Krzysztof Badeja nigdy nie pracował i nie pracuje w PGZ SA.. Z poważaniem Prezes Zarządu Błażej Wojnicz, Członek Zarządu Adam Leksiński Odpowiedź na sprostowanie PGZ W tekście „Pan z Grupy” (POLITYKA 45) opisałem historię oficera wojskowego kontrwywiadu Krzysztofa Badeję, który w zagadkowych okolicznościach znalazł zatrudnienie w biurze odpowiedzialnym za bezpieczeństwo Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W swoim sprostowaniu spółka temu zaprzecza. Redakcja nie może odmówić publikacji, jeśli sprostowanie jest poprawne pod względem formalnym, dziennikarz ma jednak prawo odnieść się do treści sprostowania. Informację o pracy Badei w PGZ dostałem z pewnego, sprawdzonego źródła. Jednak by je potwierdzić, 15 września napisałem maila do biura prasowego Grupy z prośbą o informacje na temat pracy Krzysztofa Badei w PGZ. W przesłanej odpowiedzi 26 września PGZ nie zaprzeczył, że Badeja pracuje w firmie. Odmówił jednak odpowiedzi na moje pytania, twierdząc, że Grupa nie podlega pod ustawę o dostępie do informacji publicznej. Według PGZ spółka „nie jest podmiotem wykonującym zadania publiczne”, czyli takim, który „ma na celu zaspokojenie powszechnych potrzeb obywateli”. W jakim celu zatem sztandarowa firma zbrojeniowa produkuje okręty, czołgi, wozy opancerzone i karabiny, jeśli nie dla zaspokojenia bezpieczeństwa państwa i jego obywateli? Dlaczego PGZ najpierw unika odpowiedzi, nie zaprzeczając jednak, że pracuje w niej Badeja, a potem śle sprostowanie? Dlaczego podobnie postępuje MON? Resort pytany o to samo najpierw milczał, by ponaglany, już po ustawowym terminie 14 dni, zaprzeczyć zatrudnieniu Badei w PGZ. Do dziś jednak nie odpowiedział na inne pytania. Np. do kogo, jeśli nie do Krzysztofa Badei, należał numer telefonu komórkowego, na który dzwoniłem przed publikacją tekstu (31 października o godz. – mój rozmówca nie chciał się przedstawić, zaprzeczył, że nazywa się Badeja, a później już nie odbierał telefonu)? A przede wszystkim – jak wytłumaczyć fakt, że gdy 2 listopada zadzwoniłem na recepcję PGZ, recepcjonistka przekazała mi prośbę od Badei o pozostawieniu numeru telefonu wraz z obietnicą, że pułkownik oddzwoni? Kto próbuje ukryć przed opinią publiczną kompromitujący dla MON i PGZ oraz wojskowych służb fakt zatrudniania oficera ze stażem w tak znienawidzonych przez ich szefa Antoniego Macierewicza służbach, jak WSW i WSI? A może Badeja wrócił do służb, skąd został oddelegowany do PGZ? A więc formalnie nie jest zatrudniony w Grupie, bo etat ma gdzie indziej, co byłoby jeszcze bardziej bulwersujące, zważywszy na przeszłość tego oficera. O to również zapytałem MON. Na razie bez odzewu. Grzegorz Rzeczkowski
Funkcjonariusz prowadzący radiowóz uderzył podczas wyprzedzania w auto prowadzone przez 23-latka. Kierowca może mówić o dużym pechu, ponieważ okazało się, że nie miał prawa jazdy. Do wypadku doszło po południu w czwartek w miejscowości Brudzeń Duży nieopodal Płocka w Mazowieckiem. Zderzenie nastąpiło z winy funkcjonariusza prowadzącego radiowóz. - Ustalono, że funkcjonariusz kierujący radiowozem oznakowanym podczas manewru wyprzedzania uderzył w opla - przekazała podkom. Marta Lewandowska z płockiej policji.
Fot. Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych/Twitter "Rzecznik zwrócił się do MON-u z prośbą o rozważenie zmiany przepisów, w taki sposób, aby byli funkcjonariusze służb mundurowych, którzy zostali powołani do zawodowej służby wojskowej mieli poczucie, że są traktowani tak samo, jak pozostali żołnierze zawodowi" - czytamy na stronie Rzecznika Praw Obywatelskich. Jak tłumaczy biuro, chodzi o różnice w sposobie naliczania odprawy dla funkcjonariuszy Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego czy Służby Wywiadu Wojskowego. Do biura Rzecznika Praw Obywatelskich trafiać mają skargi dotyczące nierównego traktowania w służbach mundurowych. Jak czytamy w komunikacie, "chodzi o różnice w naliczaniu odprawy dla funkcjonariuszy Policji Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego czy Służby Wywiadu Wojskowego, jeżeli bezpośrednio po zakończeniu dotychczasowej służby zostaną powołani do zawodowej służby wojskowej oraz żołnierzy, którzy bezpośrednio po zakończeniu zawodowej służby wojskowej zostaną przyjęci do służby w ww. formacji mundurowej". Jak tłumaczy biuro, zgodnie z przepisami ustawy o Policji, podczas obliczania wysokości odprawy funkcjonariusza uwzględnia się czas nieprzerwanej służby wojskowej, jeżeli żołnierz nie otrzymał po jej zakończeniu odprawy i został bezpośrednio przyjęty do służby w Policji. "Jeżeli zatem żołnierz zawodowy nie otrzymał odprawy, to okres jego zawodowej służby wojskowej zostaje uwzględniony przy ustalaniu wysokości odprawy" we wspomnianych wcześniej służbach mundurowych. Analogiczne rozwiązania znajdziemy w aktach prawnych dotyczących innych formacji mundurowych. Problem pojawiać ma się, jak pisze biuro, kiedy funkcjonariusz podejmuje zawodową służbę wojskową. W praktyce funkcjonariusz np. Policji zwalnia się ze służby, po czym otrzymuje akt powołania do zawodowej służby wojskowej. W odróżnieniu od instytucji przeniesienia, będącego przekształceniem stosunku służbowego jest to rozwiązanie stosunku służbowego (aktu mianowania), a następnie nawiązanie kolejnego stosunku służbowego (aktu powołania), choć skutki (np. w zakresie ciągłości służby) wynikające z tej formy powołania do zawodowej służby wojskowej są zbliżone. Okazuje się, że funkcjonariusze policji, SG, PSP, ABW, AW, SKW czy SWW, "którzy bezpośrednio po zakończeniu służby w formacjach mundurowych podejmą zawodową służbę wojskową, bezpowrotnie tracą prawo do odprawy za okres wcześniejszej służby". Otrzymają oni odprawę jedynie za okres służby w polskich Siłach Zbrojnych. Zgodnie bowiem z interpretacją przepisów ustawy o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych z 2003 roku, "do okresu zawodowej służby wojskowej zalicza się okresy zasadniczej służby wojskowej, przeszkolenie wojskowe, terytorialną służbę wojskową, ćwiczenia wojskowe, służbę przygotowawczą, okresową służbę wojskową oraz służbę wojskową w razie ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny". Oznacza to, że nie bierze się pod uwagę służby w innych formacjach mundurowych. Co ciekawe, okres ten liczy się jednak, gdy mowa o prawie do dodatkowego urlopu wypoczynkowego czy dodatku za długoletnią służbę wojskową. Rzecznik czeka obecnie na wyjaśnienia ministra obrony narodowej, do którego skierował pismo z prośbą o zbadanie problemu i rozważnie zmiany przepisów, oczywiście w porozumieniu z ministrem spraw wewnętrznych i administracji (gdyż analiza RPO obejmuje tylko nadzorowane przez niego formacje) oraz koordynatorem ds. służb specjalnych. Sprawę może niewątpliwie ułatwić fakt, że ta sama osoba stoi obecnie na czele resortu i piastuje stanowisko koordynatora. Jest to oczywiście minister Mariusz Kamiński. Zmiany przepisów mają pozwolić na to, by funkcjonariusze służb mundurowych - jak podkreśla biuro - którzy zostali powołani do zawodowej służby wojskowej "mieli poczucie, że są traktowani tak samo, jak pozostali żołnierze zawodowi".
funkcjonariusz a żołnierz skw